wtorek, 16 lipca 2024

Mały Wiktorek z Łękawy był gotowy do wyjazdu na operację serca, ale pandemia pokrzyżowała plany

Udostępnij

Po raz kolejny mały Wiktorek z Łękawy mający bardzo poważną wadę serca nie mógł być operowany. Tym razem w wyjeździe do kliniki w austriackim Linz przeszkodziła pandemia koronawirusa. Wcześniej mały chłopiec był już w klinice, ale przy pierwszej próbie wyniki wskazały, że jego serce jest zbyt słabe. Ponadto w ciągu trzech miesięcy od tamtej pory mały wojownik walczył o życie w szpitalu w Łodzi, gdzie był intubowany na oddziale intensywnej terapii.

Problemy zaczęły się od momentu narodzin

Mały Wiktorek urodził się z rzadką wrodzoną wadą serca zespołem Williamsa. O tym fakcie rodzice dowiedzieli się w 29 tygodniu ciąży. Zaraz po narodzinach małego chłopca podano mu lek ratujący jego życie, a także wykonano operację plastyki aorty i zwężenia tętnicy płucnej. Przez ponad miesiąc od tego zabiegu Wiktorek oddychał z pomocą respiratora. Pech nie opuszczał rodziców i małego chłopczyka, który chorował jeszcze na zapalenie płuc, anemię, czy hipoglikemię, a także przeszedł zabieg cewnikowania serca.

Infekcja dróg oddechowych Wiktorka spowodowała, że został on wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Po dziewięciu miesiącach od narodzin stan chłopca w końcu się poprawił i mógł wraz z rodzicami wrócić do domu.

Później lekarze stwierdzili, że zastawka w jego sercu była zbyt wąska, co zagrażało jego życiu. Wiktorek został zakwalifikowany do operacji serduszka.

W kolejnych miesiącach na poważną operację serca małego chłopca z Łękawy zbierano pieniądze za pomocą zbiórki internetowej (link TUTAJ), ale i nie tylko. W pomoc włączyły się tysiące osób, a w szczególności mieszkańcy całego regionu. Organizowano wiele koncertów, czy licytacji, z których dochód w całości przeznaczano na leczenie niespełna dwuletniego chłopczyka.

W internetowej zbiórce łącznie wzięło udział nieco ponad 27 tysięcy osób, a w okresie od 19 października 2020 roku do końca stycznia tego roku zebrano blisko 1,3 miliona złotych.
Operacja w Linz ogromną szansą dla małego Wiktorka

Wstępnie operacja miała być wykonana w Stanach Zjednoczonych, ale okazało się, że kwota 4 milionów złotych, a jak się okazało po wykonaniu kosztorysu ponad 9 milionów złotych, którą trzeba byłoby zapłacić za tak poważny zabieg, jest zbyt duża. Rodzicom udało się jednak znaleźć klinikę w austriackim Linz, gdzie lekarze za znacznie mniejszą kwotę uratują chore serduszko małego chłopca.

W styczniu 2021 roku chłopiec wraz z rodzicami udał się do austriackiej kliniki. Wszyscy byli pełni radości i nadziei na udaną operację i happy end, tym bardziej że wyjazd opóźnił się o tydzień z powodu zapalenia płuc, którego nabawił się mały Wiktorek. Badania wykonane w austriackiej klinice wykazały, że serduszko małego bełchatowianina jest zbyt słabe, aby przeprowadzić w tym czasie operację serca. Wiktorek mimo to przeszedł zabieg cewnikowania serca i wrócił z początkiem lutego do rodzinnej Łękawy.

Niespełna dwa tygodnie po powrocie z Linz mały Wiktorek trafił z bardzo wysoką gorączką bełchatowskiego szpitala, a następnie przewieziono go do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Chłopiec bardzo ciężko oddychał, a duszności były coraz silniejsze. Wiktorek przez kilka dni walczył o życie na oddziale intensywnej terapii, gdzie był intubowany.

Chłopiec na szczęście wyzdrowiał i gdy już wszystko wróciło do normy, okazało się, że w Poniedziałek Wielkanocny rodzice wraz z małym chłopcem mogą udać się do austriackiego Linz na operację serduszka. Na kilka dni przed wyjazdem lekarze poinformowali rodziców, że z powodu obostrzeń panujących na świecie w czasie pandemii koronawirusa operacja nie może się odbyć.
– Załamani napisaliśmy maila, w którym jasno zapytaliśmy, czy mamy czekać do czasu kiedy wszystko się uspokoi. W odpowiedzi zostało klarownie napisane, że nie, ponieważ nikt nie wie, ile będzie trwała sytuacja związana z COVID. Nogi się pod nami ugięły, wszystko było już gotowe do wyjazdu ~ relacjonują rodzice Wiktorka Kruszyńskiego
Optymizm dawało to, że na ostatnim wykonanym echo serca Wiktorka nie było widać znaczącej zmiany. Teraz gdy operacji nadal nie udało się przeprowadzić, rodzice z małym chłopcem planują udać się na kolejne kontrolne badanie.
– Infekcja, jaką przebył w ostatnim czasie Wojownik, wcale nie sprzyjała poprawie jego stanu, wręcz jeszcze bardziej wyniszczała jego słaby organizm. Jesteśmy załamani, nie wiemy, jak to będzie. Przez tyle czasu wszyscy walczyliśmy o zapewnienie Wojownikowi jak najlepszej kliniki do walki o życie, a pandemia wszystko zniszczyła, zrujnowała możliwość na życie Wiktorka, który nie wiadomo ile może jeszcze czekać ~ mówią załamani rodzice
Mimo to pani Magdalena Kruszyńska wraz z mężem zapowiada walkę do samego końca. Czas działa na niekorzyść Wiktorka, ale rodzice upatrują nadzieję w lepszym wyniku echo serca.
– NADZIEJA UMIERA OSTATNIA!  Wierzymy, że Pan Bóg naprowadzi nas na właściwą drogę do wyjścia z tej trudnej sytuacji. Prosimy o modlitwę! Buziaki i uściski ~ napisali rodzice Wiktorka w mediach społecznościowych

Na facebook’owym profilu Wiktorkowe Serduszko można na bieżąco śledzić informacje dotyczące stanu zdrowia i etapu leczenia małego chłopca.

Przeczytaj także:
Komentarze Facebook
REKLAMA

Czytaj więcej

Wiadomości

Nie możesz kopiować zawartości tej strony. Wszystkie prezentowane treści podlegają ochronie prawa autorskiego, a ich właścicielem jest wydawca Wiadomosci-Lodz.pl

P