Strażacy z Łodzi w Bejrucie. Piekielny upał i tony gruzu. Tak wygląda akcja ratunkowa

Strażacy z Łodzi w Bejrucie. Piekielny upał i tony gruzu. Tak wygląda akcja ratunkowa

Strażacy z Łodzi w Bejrucie prowadzą akcję ratunkową. Dostali do przeszukania kilka hektarów gruzowiska. Grupa około 50 ratowników w piekielnym upale szuka zaginionych po wybuchu w Libanie. Z uwagi na wysoką temperaturę powietrza pracują podzieleni na dwie grupy, które zmieniają się po kilku godzinach prac.

Strażacy z Łodzi w Bejrucie

Praca strażaków, którzy wylecieli z Polski do Libanu polega na przekładaniu metr po metrze elementów zawalonych konstrukcji. Ratownicy mają do pomocy psy oraz używają geofonów, czyli urządzeń do rejestracji drgań sejsmicznych. Z Łodzi w tej akcji bierze udział 16 strażaków mających już doświadczenie w podobnych misjach, m.in. na Haiti.

Strażakom przydzielono sektory, w których można liczyć na odnalezienie jeszcze kogoś żywego, choć szanse na to spadają z każdą chwilą. Polska grupa poszukiwawcza dostała bardzo rozległy teren do przeczesania.

strażacy z łodzi w bejrucie 91
Gruzowisko po wybuchu w Bejrucie podzielono na strefy. Polska dostała największą.

Wybuch w Bejrucie

Ziemia w Libanie zatrzęsła się dokładnie we wtorek (4 sierpnia) około godziny 18. Do eksplozji doszło w składach bejruckiego portu, gdzie od kilku lat przechowywano saletrę amonową, wykorzystywaną w konstrukcji bomb czy nawozów. Magazynowano ją w porcie bez niezbędnych zabezpieczeń. Wybuch był tak silny, że było go słychać na Cyprze oddalonym od Bejrutu o 240 kilometrów.

Jako przyczynę tragedii władze libańskie podały prace spawalnicze w składach, gdzie trzymano 2750 ton saletry amonowej, wcześniej skonfiskowanej przez władze.

Z ostatnich informacji wynika, że liczba ofiar wybuchu w Bejrucie wzrosła do 135, a rannych jest już ponad 5 tysięcy osób. W związku z sytuacją libański rząd ogłosił stan wyjątkowy dla miasta Bejrut, który ma obowiązywać przez dwa tygodnie.

Pomoc dla Libanu

Wsparcie po wybuchu w Bejrucie zaoferowało Libanowi kilka państw, w tym skonfliktowany z nim Izrael. Także Polska wysłała do Bejrutu grupę swoich wyszkolonych ratowników z psami.

Samolot linii LOT z pomocą dla Libanu, ze strażakami, zespołem medycznym z psami oraz m.in. sprzętem medycznym, lekami i środkami opatrunkowymi, wystartował do Bejrutu w środę (5 sierpnia) po godzinie 23 z warszawskiego Lotniska Chopina. Na lotnisku w Bejrucie wylądował w czwartek po godzinie 2 w nocy.

W grupie polskich strażaków jest: 39 ratowników grup poszukiwawczych z Warszawy, Poznania, Łodzi, Nowego Sącza, czterech ratowników chemicznych oraz cztery psy. Ratownicy są przygotowani na siedem dni ciągłej pracy na miejscu. Grupą dowodzi st. bryg. Mariusz Feltynowski. Wcześniej kierował działaniami ratowniczymi w czasie misji po trzęsieniach ziemi na Haiti i w Nepalu.

Piekielny upał i tony gruzu

Strażacy z Łodzi w Bejrucie w piątek rozpoczęli działania poszukiwawczo-ratownicze poza portem. To największy sektor, więc praca w nim może trwać kilka dni. Polska baza operacji ratowniczej jest usytuowana w odległości 300 metrów od epicentrum wybuchu.

Strażacy podzielili się na dwa zespoły – alfa i bravo. Zaczęli od rozpoznania sytuacji z użyciem psów ratowniczych i sprzętu do lokalizacji. Obszar badają też strażacy eksperci od zagrożeń chemicznych.

W tej chwili tylko Francuzi i Polacy dostali zgodę na prowadzenie takich zaawansowanych działań poszukiwawczo-ratowniczych poza obrębem portu. Akcja ratownicza nie jest łatwa. Strażacy pracują w całym umundurowaniu i ochronie twarzy. Temperatura powietrza w cieniu w Bejrucie przekracza w sierpniu 30 stopni Celsjusza.

Nie wiadomo jeszcze, jak długo strażacy będą pomagać w Libanie. Prawdopodobnie do Bejrutu poleci kolejna grupa ratowników z Polski, a samolot zabierze do domu przebywających tam dziś strażaków.

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.