czwartek, 23 maja 2024

Odcinkowe pomiary prędkości to fikcja? Szokujące ustalenia NIK

Udostępnij

Odcinkowe pomiary prędkości zostały źle ulokowane. Brakuje pracowników do ich obsługi, w związku z czym przedawniły się wykroczenia na ponad 370 milionów złotych. Aby ograniczyć rejestrację wykroczeń zawyżono na urządzeniach dopuszczalne prędkości. To ustalenia Najwyższej Izby Kontroli. Łódzkie jest jednym z trzech województw, w których takich pomiarów jest najwięcej.

Mniej ofiar wypadków

Taki był cel projektu „Budowy systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym”. W latach 2010-2018 średnio co dwie i pół godziny na polskich drogach ginął człowiek. Tym samym należeliśmy do krajów Unii Europejskiej o jednym z najwyższych wskaźników ofiar śmiertelnych w przeliczeniu na milion mieszkańców. Rok temu byliśmy na 25 miejscu pod tym względem.

Dlatego NIK skontrolowała Ministerstwo Infrastruktury, Główny Inspektorat transportu Drogowego oraz siedem Delegatur Terenowych GITD. Kontrola objęła lata 2015 – 2018.

Okazało się, że jeszcze na etapie planowania ani Ministerstwo Infrastruktury, ani Główny Inspektorat Transportu Drogowego nie zrobiły dokładnej analizy potrzeb w zakresie liczby urządzeń rejestrujących i ich lokalizacji. Odcinkowe pomiary prędkości dopasowano jedynie do puli pieniędzy zabezpieczonych na projekt.

W rezultacie urządzenia rejestrujące nadzorowały jedynie 77 km dróg krajowych, a to niespełna procent wszystkich tych dróg w Polsce. Średnia długość pomiarów wynosiła zaledwie 2,7 km, zamiast planowanych 10 km. Najwięcej urządzeń zamontowano w województwach: mazowieckim (8), śląskim (4) i łódzkim (3).

Dodatkowo, wiele urządzeń zamontowano tam, gdzie przez ostatnie lata nie było ani jednego śmiertelnego wypadku. Tak było np. w Łódzkiem, w miejscowości Złota (pow. skierniewicki). W naszym regionie odcinkowe pomiary prędkości są jeszcze w Tomaszowie Mazowieckim i Klukach.

Przedawnione mandaty

W sumie zamontowano 29 urządzeń. Po uruchomieniu projektu na 10 odcinkach odnotowano mniej wypadków drogowych, ofiar śmiertelnych i rannych. Na 10 kolejnych jeden lub dwa wskaźniki uległy zmniejszeniu, na trzech nie odnotowano wypadków, a na sześciu odcinkach wzrósł przynajmniej jeden wskaźnik.

Oszacowano, że odcinkowe pomiary prędkości, w przeliczeniu na koszty jednego wypadku i ofiar śmiertelnych, przyniosły korzyści społeczne w wysokości 120 mln zł. A to ponad dwanaście razy więcej niż łączne koszty zakupu i utrzymania urządzeń.

Jednak w związku z tym, że nadzorem objęto niespełna procent dróg krajowych, efekty odcinkowych pomiarów nie przeniosły się na ogólne dane dotyczące bezpieczeństwa na drogach krajowych.

Jednym z bardziej szokujących ustaleń NIK-u są przedawnione wykroczenia na kwotę ponad 370 mln zł. Spośród 204 tysięcy zarejestrowanych i zweryfikowanych wykroczeń tylko w Głównym Inspektoracie Transportu Drogowego przedawniło się aż 57 procent z nich. W całym systemie automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym przedawniło się 1,6 mln wykroczeń.

Powodem tego była przede wszystkim niewystarczająca obsada kadrowa. W związku z tymi problemami, Główny Inspektorat Transportu Drogowego znacząco ograniczał rejestrację wykroczeń. Urządzenia programowano nawet o 30 km/h powyżej prędkości dozwolonej na danym odcinku drogi. A to znacznie powyżej wartości określonej w Prawie o ruchu drogowym (kodeks dopuszcza 10 km/h). Tym samym kreowano nowe ograniczenia prędkości.

mówi KSENIA MAĆCZAK, rzecznik prasowy NIK-u

Nowe kary za prędkość

Kontrola NIK wykazała jednoznacznie, że skuteczny system automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym nie istnieje i nie będzie istniał bez gruntownych zmian organizacyjnych i prawnych w tym zakresie.

NIK zwróciła się do Ministra Infrastruktury i Głównego Inspektora Transportu Drogowego m.in. o zatrudnienie dodatkowego personelu, ustalenie przepisów dotyczących lokalizacji urządzeń pomiarowych czy wprowadzenie kar za przekroczenie średniej prędkości obowiązującej na danym odcinku drogi.

Komentarze Facebook
REKLAMA

Czytaj więcej

Wiadomości