Najpierw był kawałek słabej ziemi, tysiąc niewielkich sadzonek i pomysł, w który nie wszyscy wierzyli. Dziś Kropla Lawendy to rodzinne gospodarstwo pełne fioletowych krzewów, ziół, warzyw i owoców. Małgorzata i Adam Kosmanowie nie poprzestali na sprzedaży bukietów. Z tego, co daje im natura, przygotowują autorskie przetwory, soki i pachnące wyroby. Niemal wszystko robią własnymi rękami.
Kropla Lawendy dla każdego
Wieczorem na fioletowym polu zapada spokój. Ostatni odwiedzający odkładają telefony, kończą się sesje zdjęciowe, a między krzewami pozostają tylko trzmiele. Setki owadów, zmęczonych całodziennym zbieraniem nektaru, nieruchomieją pod kwiatami.
Za pierwszym razem Małgorzata i Adam Kosmanowie przestraszyli się, że stało się coś złego. Rano trzmiele jednak odleciały. Dziś gospodarze żartują, że owady są tak „upojone” lawendą, iż po prostu zostają na plantacji na noc.
To jedna z historii, jakie można usłyszeć w Bogorii Dolnej w gminie Zduny. Właśnie tutaj powstała Kropla Lawendy – rodzinne gospodarstwo, które zaczęło się od marzenia, ryzyka i próby zagospodarowania ziemi, z której wcześniej nie było większego pożytku.
Lawendowy ogródek na środku pola
Pierwsze poletko miało zaledwie 10 arów. Małgorzata i Adam Kosmanowie posadzili na nim około tysiąca krzewów reprezentujących 12 odmian. Nie wiedzieli jeszcze, jak rośliny poradzą sobie z zimą ani czy znajdą odbiorców na lawendę uprawianą w środku Polski.
Nie wszystko się udało. Dwie odmiany nie przetrwały pierwszych mrozów. Sąsiedzi także nie byli przekonani do nietypowej uprawy.
Śmiali się, że na środku pola zasadziliśmy sobie ogródek
opowiada Małgorzata Kosman.
Lawenda nie pojawiła się jednak w gospodarstwie przypadkiem. Pani Małgorzata znała ją od dzieciństwa. Jej babcia kochała kwiaty, a fioletowe krzewy rosły przy rodzinnym domu.
Lawendę miałam zawsze przy domu. Moja babcia kochała kwiaty, a ja od dziecka patrzyłam na te fioletowe krzewy i po prostu je lubiłam
wspomina.
Zanim zajęła się gospodarstwem, jej życie wyglądało zupełnie inaczej. Uczyła się w technikum odzieży damskiej i lekkiej, ukończyła administrację publiczną, a później wykonywała pracę biurową w supermarkecie. Zrezygnowała z niej po urodzeniu drugiego dziecka.
Zamiast dokumentów, terminów i pracy za biurkiem wybrała pole, pogodę i zajęcie, którego nie da się zamknąć w sztywnych godzinach.
Może ta praca jest bardziej fizyczna niż praca biurowa i jesteśmy zdani na łaskę pogody, ale satysfakcja i spokój głowy są nie do porównania
podkreśla właścicielka plantacji.
Przełom przyszedł w Nieborowie
Przez pierwsze dwa lata Kosmanowie sprzedawali przede wszystkim świeżo ścięte bukiety. Lawenda miała zachwycać wyglądem i zapachem. Nikt jeszcze nie mówił o rozbudowanej ofercie przetworów ani rodzinnej marce.
Wszystko zmieniło zaproszenie na festiwal „Województwo Łódzkie Ogrodem Polski” w Nieborowie. Pani Małgorzata najpierw się ucieszyła, a chwilę później zaczęła się zastanawiać, czym właściwie wypełnić stoisko.
Sama lawenda w bukietach wydawała się niewystarczająca. Rozpoczęło się więc wertowanie starych książek, przeglądanie dawnych receptur i szukanie odpowiedzi na pytanie, co jeszcze można wydobyć z niepozornych fioletowych kwiatów.
Do Nieborowa pojechały syrop i lemoniada lawendowa, a także sernik i ciasteczka z dodatkiem lawendy. To, co miało być próbą, okazało się przełomem.
Nigdy tego nie zapomnę. W ciągu dwóch godzin wszystko zostało wymiecione z naszego stoiska
wspomina Małgorzata Kosman.
Klienci pytali nie tylko o produkty. Chcieli wiedzieć, gdzie znajduje się plantacja, czy można ją odwiedzić i zrobić zdjęcia wśród kwitnących krzewów. Festiwal odbywał się w sobotę, a już następnego dnia na polu pojawiły się pierwsze wycieczki rowerowe.
Pomysł, z którego wcześniej żartowano, zaczął przyciągać ludzi.
Tak powstała Kropla Lawendy
Nazwę Kropla Lawendy wymyślili przyjaciele rodziny. Wraz z nią pojawiały się kolejne receptury i sposoby wykorzystywania roślin.
Kosmanowie zaczęli przygotowywać pachnące woreczki i fusetki. Do oferty dołączył cukier lawendowy, a później przetwory owocowe: śliwki, brzoskwinie, wiśnie i czereśnie łączone z lawendą.
Z czasem gospodarstwo przestało opierać się wyłącznie na fioletowych kwiatach. Dziś rosną w nim również pomidory, dynie, kapusta, cebula, zioła oraz rośliny tradycyjnie wykorzystywane w gospodarstwach domowych. Pojawiły się też winorośle, które mają wyznaczyć kolejny kierunek rozwoju.
Z owoców powstają soki i musy, w tym charakterystyczny mus brzoskwiniowo-lawendowy. Z własnych warzyw gospodarze przygotowują suszone pomidory, przeciery, ogórki oraz domowe sałatki.
W internetowej prezentacji gospodarstwa można również znaleźć informację o uprawie czarnej malwy, ziół, rękodziele i sprzedaży w ramach rolniczego handlu detalicznego. Nie ma tutaj przemysłowej linii, na końcu której pojawiają się identyczne słoiki. Są za to proste urządzenia ułatwiające pracę, domowa kuchnia i ręce domowników.
Mamy szatkownicę i maszynkę do przecierania pomidorów, ale cała reszta to ręczna praca. Wszystko robimy sami w domu
mówi pani Małgorzata.
Gospodarstwo działające w rytmie natury
Rodzina stara się planować uprawy tak, aby zakończenie jednego sezonu oznaczało początek kolejnego. Po lawendzie przychodzą następne owoce i warzywa. Gdy kończą się jedne zbiory, trzeba przygotować się do kolejnych.
Staramy się tak planować uprawy, żeby jedno się kończyło, a drugie zaczynało
wyjaśnia gospodyni.
Taka praca oznacza niezależność, ale też uzależnienie od natury. Wiosną zagrożeniem mogą być przymrozki, latem susza lub gwałtowne opady, a zimą silny mróz. Lawenda dobrze radzi sobie na słabszych, przepuszczalnych glebach, jednak szczególnie niebezpieczne są dla niej bezśnieżne zimy.
Kiedy jest śnieg, lawenda ma naturalną kołdrę. Gorzej, gdy przychodzą duże mrozy bez okrywy śnieżnej
tłumaczy Małgorzata Kosman.
Plantacja mierzy się również z mniej oczywistymi problemami. Zdarza się, że ktoś zatrzymuje samochód przy drodze, wchodzi na pole i wykopuje dorodny krzew. Nie jest to spontaniczne zerwanie kilku kwiatów – do zabrania całej rośliny potrzebna jest przecież łopata.
Mimo trudności lawendowe pole stopniowo rosło. Obecnie zajmuje około 30 arów. Można na nim zobaczyć kilkanaście odmian: od klasycznej lawendy wąskolistnej po rośliny o białych i różowych kwiatach. Poszczególne odmiany różnią się wysokością, intensywnością zapachu i zastosowaniem.
Pasja, której nie da się zamknąć w jednym słoiku
Dom Małgorzaty Kosman wypełniają stare książki poświęcone ziołom i sposobom ich wykorzystywania. Gospodyni szuka w nich inspiracji, porównuje receptury i eksperymentuje.
Mam z dziesięć takich książek, wszystkie stare. Natura to jest podstawa
przekonuje.
Lawenda od wieków była wykorzystywana w zielarstwie i kosmetyce. Pani Małgorzata interesuje się jej tradycyjnymi zastosowaniami, jednak Kropla Lawendy nie jest tylko opowieścią o jednej roślinie. To przede wszystkim historia ludzi, którzy postanowili sprawdzić, czy z niewielkiego pola można stworzyć coś własnego.
Nie mieli wielkiej fabryki, gotowej sieci sprzedaży ani pewności, że klienci zainteresują się lawendą z Bogorii Dolnej. Mieli ziemię, tysiąc sadzonek i gotowość do pracy.
Później pojawiły się kolejne rośliny, receptury, słoiki, etykiety i osoby przyjeżdżające na zdjęcia. To, co dla sąsiadów wyglądało początkowo jak ogródek posadzony w środku pola, stało się rozpoznawalną rodzinną marką.
Gdzie można kupić produkty Kropli Lawendy?
Produkty przygotowywane przez Małgorzatę i Adama Kosmanów można znaleźć w soboty na rynku „Prosto od rolnika” przy ul. Piwnej w Łodzi, w pobliżu Manufaktury.
W Łodzi działają dwa takie rynki – przy ulicy Piwnej oraz obok Portu Łódź przy ul. Pabianickiej. Sprzedają na nich lokalni rolnicy, hodowcy i wytwórcy oferujący własne warzywa, owoce, sery, pieczywo, wędliny, soki oraz przetwory. Handel odbywa się w soboty od rana do około południa.
Dla Kosmanów każde takie spotkanie to nie tylko możliwość sprzedaży. Bezpośrednia rozmowa pozwala opowiedzieć, skąd pochodzi produkt, co znajduje się w słoiku i ile pracy wymagał jego przygotowanie.
Bo Kropla Lawendy nie powstaje na taśmie. Zaczyna się na polu – od sadzenia, pielęgnacji i czekania na to, co w danym roku pozwoli zebrać natura.

