W czwartek (4 kwietnia) strażacy z Łodzi zostali zaatakowani przez hakerów. Atak został przeprowadzony przy pomocy złośliwego oprogramowania typu ransomware (patrz ramka). Hakerzy doprowadzili do zerwania komunikacji między komendami straży pożarnej w Łodzi oraz zaszyfrowali pliki strony internetowej Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Łodzi.
W tym artykule:
ToggleAtak hakerów na straż pożarną
Strażacy do piątkowego wieczoru nie byli w stanie określić kto i w jaki sposób ich zaatakował. Sprawdzane były komputery w poszczególnych jednostkach straży pożarnej w Łodzi oraz konta osób, które logowały się do systemów w czwartek.
To był bardzo poważny atak spoza Polski. Na szczęście straty zostały w porę ograniczone.st. kpt. JĘDRZEJ PAWLAK,oficer prasowy Komendanta Wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej w Łodzi
Strażacy bardzo szybko zorientowali się, że zostali zaatakowani przez hakera. Nie tylko zniknęła ich strona internetowa, ale przede wszystkim stracili łączność elektroniczną pomiędzy komendami w Łodzi.
System wspomagania dowodzenia jest nietknięty. Nie było żadnego wycieku danych. I żadnych danych z systemu dowodzenia nie straciliśmyJĘDRZEJ PAWLAK
Kłopoty z łącznością bez wpływu na zdolność operacyjną
Choć atak hakerów na straż pożarną spowodował problemy natury administracyjnej i technicznej, to nie miał przełożenia na zdolność operacyjną straży pożarnej.
Strażacy codziennie kilkukrotnie sprawdzają swoją łączność, a większość zleceń i dyspozycji przekazywana jest drogą radiową i telefoniczną.
Po ataku niemożliwe było jedynie komunikowanie się serwerów w poszczególnych jednostkach z serwerem głównym.
Hakerzy zaatakowali i zażądali okupu
Za odszyfrowanie plików (odpowiedzialnych za funkcjonowanie strony internetowej) hakerzy zażądali okupu. W podobnych sytuacjach zazwyczaj mowa jest o równowartości minimum 500 dolarów, ale płatnej w kryptowalucie.
Wielokrotnie policjanci z wydziałów ds. cyberprzestępczośći ostrzegali, aby takiego okupu nie płacić. Pieniądze wydane na okup przepadną, a użytkownik nie ma najmniejszych szans na odzyskanie odszyfrowanych plików.
Lekarstwem dobry antywirus i firewall
Prawie niemożliwe jest prześledzenie skąd nadszedł atak. Powstaje jednak pytanie, w jaki sposób złośliwe oprogramowanie dostało się do komputerów w łódzkich komendach.
Możliwości jest kilka. Najczęściej do zakażenia złośliwym oprogramowaniem dochodzi, gdy:
- ktoś podłączy do komputera nośnik pamięci z zainfekowanym plikiem
- kliknie się w link lub załącznik w wiadomości e-mail z wirusem (często bywa to plik sugerujący, że załącznikiem jest faktura)
- haker dostanie się do jednego z terminali łamiąc hasło dostępu.
Lekarstwem, które chroni przed takimi atakami jest ostrożność i specjalistyczne oprogramowanie antywirusowe oraz internetowa zapora (tzw. firewall).
Usuwanie awarii potrwa jeszcze kilka dni. Prawdopodobnie administracja strażaków nie miała odpowiedniej kopii zapasowej strony internetowej ani wystarczająco mocnej „ściany ognia”.

