Goncalo Feio (trener Legii): To było bardzo trudne spotkanie na bardzo trudnym terenie. Przed rokiem nie zdołaliśmy tu wygrać. Jako trener Legii muszę mocno docenić pracę drużyny Widzewa, ale też jednocześnie pogratulować moim piłkarzom. To były dwie zupełnie różne połowy. W pierwszej Widzew był bardzo zachowawczy, a atak środkiem był naszym głównym sposobem na stwarzanie zagrożenia. Dobrze funkcjonował też pressing. Dzięki temu prowadziliśmy 2:0 i kontrolowaliśmy spotkanie. Druga część była jednak zupełnie inna, bo zmieniło się nastawienie Widzewa. Nasi rywale grali dużo agresywniej i znacznie wyżej, zamykali nam przestrzenie, dominowali fizycznie, co spowodowało, że gra często toczyła się na naszej połowie. Takich zwycięstw, jak dzisiejsze, brakowało nam w tym sezonie. Dużo punktów traciliśmy w tego typu spotkaniach, a dziś dotrwaliśmy do końca z czystym kontem, choć trzeba było cierpieć. Umiejętność wygrywania, kiedy nie ma się najlepszego dnia, cechuje zespoły walczące o tytuł. Nam tego brakowało w tym sezonie.
Zeljko Sopic (trener Widzewa): Legia wzięła dziś wszystko, co jej podarowaliśmy. Za dużo było prezentów z naszej strony. Proszę, by nie czepiać się Rafała Gikiewicza, z którym nic złego się nie dzieje. To ja go wybrałem i biorę za to pełną odpowiedzialność. Naszym największym problemem, o którym powiedziałem już zawodnikom w szatni, jest to, że nie wystarczy grać w piłkę przez czterdzieści pięć minut. Chciałbym znać odpowiedź, dlaczego tak źle zaczęliśmy ten mecz. W przerwie mówiłem piłkarzom, że gramy dziś w czerwonych strojach, odnosząc się do dużej liczby niecelnych podań i błędów. W pierwszym kwadransie praktycznie każdą piłkę oddawaliśmy przeciwnikowi. Nie można tego zrzucać na presję i rangę spotkania. Jej dziś nie było, bo utrzymaliśmy się w ekstraklasie, a Legia też już gra o nic. Presja będzie dopiero w przyszłym sezonie.

