Proces, w którym główną rolę odgrywa były już sekretarz sądowy, rozpoczął się w czwartek 21 maja przed Sądem Okręgowym w Piotrkowie Trybunalskim. Oskarżony Tomasz R., były pracownik sekretariatu Sądu Okręgowego w Łodzi, odpowiada za wyłudzenie ponad 3,1 miliona złotych oraz za pranie brudnych pieniędzy. Według ustaleń śledczych proceder miał trwać przez dekadę.
Mechanizm działania według prokuratury
Z ustaleń prokuratury wynika, że Tomasz R. wykorzystywał dostęp do akt i dokumentów sądowych, aby dopisywać do wyroków nakazy zwrotu kosztów, które w rzeczywistości nie zostały zasądzone. W miejsce rachunków stron postępowań wpisywał własne numery kont. Środki trafiały następnie na rachunki, które zakładał specjalnie na potrzeby procederu. Według śledczych otworzył ich co najmniej 20.
W ocenie prokuratury liczba kont oraz sposób ich wykorzystywania miały świadczyć o próbie utrudnienia ustalenia źródła pochodzenia pieniędzy, co stało się podstawą zarzutu prania brudnych pieniędzy.
Sekretarz sądowy przyznał się i przeprosił
Sekretarz sądowy Tomasz R. przyznał się do wyłudzenia pieniędzy, ale nie zgodził się z zarzutem prania brudnych pieniędzy. Oświadczył, że nie miał świadomości, iż jego działania mogą być kwalifikowane jako pranie środków pochodzących z przestępstwa. Zapewnił, że jest gotów naprawić wyrządzoną szkodę.
Przepraszam sąd w Łodzi, w którym pracowałem za wyrządzenie szkody. Żałuję tego, co zrobiłem i jestem gotów naprawić szkodę
mówił przed sądem Tomasz R., były sekretarz sądowy.
W śledztwie szczegółowo opisał sposób działania. Sędzia odczytał jego wcześniejsze wyjaśnienia, ponieważ oskarżony odmówił składania ich w trakcie procesu.
Zauważyłem, że mogę wykorzystać lukę w procedurze, więc dopisywałem do wyroków koszty, które sąd później przelewał stronom postępowań. Typowałem takie sprawy, w których sąd nie orzekł o zwrocie kosztów. Przerabiałem takie wyroki, dopisując nakaz zwrotu kosztów, a później wysyłałem dokumenty do wydziału finansowego. Po wykonaniu czynności usuwałem zapisy, żeby nie było śladu
opowiadał Tomasz R. w odczytanych wyjaśnieniach.
Oskarżony tłumaczył również, że zakładał wiele rachunków bankowych, ponieważ obawiał się, że przelewy kierowane na jedno konto mogłyby wzbudzić podejrzenia. Podkreślał, że nie próbował ukrywać pieniędzy, lecz je wydawał.
Ktoś mógł zwrócić uwagę na to, że pieniądze dla różnych stron postępowań są przelewane na jedno konto. Ja nie ukrywałem pieniędzy, ale wydawałem je – na dom, na samochody, na siebie
podkreślał oskarżony.
Spór o kwalifikację prawną
Obrońca Tomasza R., mecenas Igor Retecki, wskazał, że kluczowym elementem sporu jest ocena, czy zakładanie wielu kont bankowych miało na celu ukrycie pochodzenia pieniędzy, czy jedynie zamaskowanie samego procederu. To rozstrzygnięcie będzie miało znaczenie dla oceny zarzutu prania brudnych pieniędzy.
Według prokuratury działanie oskarżonego spełnia przesłanki tego przestępstwa. Obrona twierdzi natomiast, że brak było zamiaru ukrycia środków, a jedynie obawy przed wykryciem wyłudzeń.
Motywacje i konsekwencje
W jednym z przesłuchań Tomasz R. wyjaśnił, że rozpoczął proceder, ponieważ mało zarabiał, spłacał kredyt na studia i chciał imponować innym. Z czasem – jak stwierdził – uzależnił się od tego. Podkreślał, że jego żona nie wiedziała o przestępczej działalności, a on sam wycofał jej pełnomocnictwo do konta, aby nie miała wglądu w wpływy.
To co ukradłem, włożyłem w dom. Jestem przekonany, że mój majątek pozwala na pokrycie szkody. Nie mam zamiaru uciekać przed odpowiedzialnością, ani ukrywać się
mówił w śledztwie.
Po złożeniu deklaracji naprawienia szkody został zwolniony z aresztu i odpowiada z wolnej stopy. Proces decyzją Sądu Najwyższego został przeniesiony z Łodzi do Piotrkowa Trybunalskiego. Uzasadniono to koniecznością zapewnienia bezstronności postępowania oraz ochrony autorytetu wymiaru sprawiedliwości. Sprawa dotyczy bowiem pracownika sądu który wyłudził pieniądze z jednostki, w której pracował.
Według prokuratury Tomasz R. działał przez 10 lat – od stycznia 2015 roku do stycznia 2025 roku. Wykorzystywał dostęp do systemów sądowych, dokumentów i akt, wprowadzając w błąd służby finansowe sądu. W jego domu znaleziono akta kilku postępowań sądowych. Łączna kwota wyłudzeń przekroczyła 3,1 miliona złotych. Oskarżonemu grozi nawet do 15 lat pozbawienia wolności.


