Handlarze dopalaczami przed sądem. To był rodzinny biznes. Sprzedawali „shreka” i „kaktusa”

Handlarze dopalaczami przed sądem. To był rodzinny biznes. Sprzedawali „shreka” i „kaktusa”

Przed Sądem Okręgowym w Łodzi w poniedziałek (5 sierpnia) rozpoczął się proces czterech mężczyzn. To domniemani handlarze dopalaczami, którzy sprzedawali m.in. dopalacze o nazwach Kaktus i Shrek. Panowie odpowiadają również za udział w zorganizowanej grupie przestępczej.

Proces handlarzy dopalaczami

W pierwszym dniu procesu odczytano akt oskarżenia i zgromadzeni na sali sądowej dowiedzieli się więcej o oskarżonych. To ojciec z dwójką synów i ich kolega. Ten jest najlepiej wykształcony. Skończył bowiem gimnazjum. Pozostali trzej panowie edukację zakończyli na poziomie szkoły podstawowej. Kto dowodził w grupie przestępczej? Na razie nie wiadomo.

Z dotychczas przedstawionych informacji wiadomo, że handlowali m.in. dopalaczami: Kaktus i Shrek.  Ponieważ akt oskarżenia obejmuje przestępstwa popełnione w 2016 roku, panowie odpowiadają z przepisów zawartych w starej ustawie. Najpoważniejszy z zarzutów to narażenie wielu osób na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia.

Zatruci dopalaczami sprzedawany

Produkty, które rozprowadzali handlarze dopalaczami, doprowadziły do poważnych zatruć u co najmniej 12 osób. Ośmiu z nim życie musieli ratować lekarze w szpitalach. Oskarżeni nie poczuwają się do winy. Odmawiają konsekwentnie składania wyjaśnień i zaznaczyli na procesie, że nie będą odpowiadać na pytania.

Co prawda, jeden z oskarżonych przyznał się do handlu środkami chemicznymi. Jednak zaznaczył w postępowaniu przygotowawczym, że nie były to dopalacze, a… pochłaniacze wilgoci.

Odczytane zeznania oskarżonych

Sąd prowadzi proces w bardzo szybkim tempie. Ponieważ oskarżeni nie chcą składać wyjaśnień i odpowiadać na pytania sądu i oskarżenia, w poniedziałek sąd odczytał ich wyjaśnienia składane w trakcie śledztwa. Dowiedzieliśmy się z nich niewiele. Jasne jest, że panowie będą konsekwentnie odmawiać odpowiedzi i nie przyznają się do zarzucanych czynów. Podkreślali jedynie, że w żadnej zorganizowanej grupie przestępczej nie brali udziału.

Ciekawym jest fakt, że w czasie, gdy mieli popełniać przestępstwa, ojciec i synowie osiągali legalny dochód na poziomie 1500 złotych każdy, a stać ich było na wpłatę poręczeń majątkowych w kwotach 5, a nawet 15 tysięcy złotych. Wszystko tylko po to, by nie czekać na proces za handel dopalaczami w areszcie śledczym.

Kilkudziesięciu świadków

Kolejne rozprawy w procesie handlarzy dopalaczami zostały zaplanowane na początek września. Wtedy rozpoczną się przesłuchania. Sąd na wniosek oskarżenia i obrony oskarżonych handlarzy zaplanował przesłuchanie ponad 40 świadków. Na sądowej sali pojawią się ci, którzy zostali zatruci dopalaczami, ich najbliżsi oraz policjanci, którzy prowadzili śledztwo.