W procesie dotyczącym tragicznego wypadku na autostradzie A1 przed sądem w Piotrkowie Trybunalskim zeznawał w piątek 22 maja były pracownik oskarżonego – Sebastiana M. Świadek relacjonował, że oskarżony prowadził samochód z prędkościami sięgającymi ponad 300 km/h, a szybka jazda była dla niego czymś typowym. Zeznania stały się jednym z kluczowych elementów piątkowej rozprawy.
Zeznania świadka o jeździe z prędkością ponad 300 km/h
Świadek opisał, że wielokrotnie jeździł z Sebastianem M. służbowo i już wtedy zwracał uwagę na bardzo wysokie prędkości. Podkreślił, że podczas jednego z wyjazdów na trasie między Warszawą a Białymstokiem BMW prowadzone przez oskarżonego osiągnęło wyjątkowo wysoką wartość.
Nigdy wcześniej ani później niczego podobnego nie przeżyłem. To był mój rekord prędkości, dlatego zapytałem szefa z jaką prędkością jedziemy. Sebastian odpowiedział, że to było 304 km/h
relacjonuje świadek, były pracownik Sebastiana M.
Według jego zeznań jazda z prędkościami przekraczającymi 200 kilometrów na godzinę była dla oskarżonego standardem podczas delegacji. Świadek przyznał, że ufał Sebastianowi M. i uważał go za dobrego kierowcę, jednak wypadek z września 2023 roku zmienił jego sytuację zawodową i osobistą.
Wpływ wypadku na życie zawodowe świadka
Po tragicznym zdarzeniu na A1 świadek musiał przejąć część obowiązków w firmie. Opisywał, że tłumaczył klientom okoliczności wypadku i mierzył się z presją medialną oraz zainteresowaniem nieznanych osób. Po około sześciu miesiącach został zwolniony z pracy.
Świadek wspominał również rozmowę z Sebastianem M. tuż po wypadku. Oskarżony miał informować, że nie jest sprawcą i że – jego zdaniem – to kierowca Kii zajechał mu drogę. Według relacji świadka Sebastian M. twierdził, że może prowadzić i wyjechać za granicę, ponieważ nie odebrano mu prawa jazdy.
W drodze na Węgry, dwa dni po wypadku, świadek przejeżdżał autostradą A1 obok miejsca zdarzenia. Zwrócił uwagę na wypalone fragmenty jezdni. „Miałem wtedy gęsią skórkę” – mówi świadek, opisując moment, w którym zobaczył ślady po pożarze samochodu.
Wyjazd do Niemiec i zniknięcie oskarżonego
Po wizycie na Węgrzech świadek towarzyszył Sebastianowi M. i jego żonie podczas targów w Monachium. Jak zeznał, niespodziewanie usłyszał polecenie, by wrócić do Polski samolotem, podczas gdy oskarżony miał pozostać za granicą.
Zaskoczyło mnie to, bo myślałem, że będzie jak zwykle, czyli wrócimy autem, ale Sebastian powiedział, że z żoną zostaną
relacjonuje świadek.
Po powrocie do kraju dowiedział się, że Sebastian M. przebywa w Dubaju. Oskarżony został sprowadzony do Polski dopiero w maju 2024 roku.
Znaczenie zeznań dla prokuratury
Prokurator Aleksander Duda ocenił, że relacja świadka ma istotne znaczenie dla sprawy, ponieważ potwierdza skłonność oskarżonego do bardzo szybkiej jazdy. Według prokuratury wcześniejsze zachowania oskarżonego i jeżdżenie z prędkością ponad 300 km/h mogą mieć znaczenie przy ocenie okoliczności wypadku z 16 września 2023 roku, w którym zginęła trzyosobowa rodzina.
To pokazuje, że oskarżony miał tendencję do bardzo szybkiej jazdy
podkreśla prokurator Aleksander Duda.
Podczas rozprawy oczekiwano ujawnienia opinii uzupełniającej biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych. Ekspert poinformował jednak, że wstrzymał się z jej przekazaniem, ponieważ chciał uwzględnić treść zeznań świadka po otrzymaniu protokołu.
Obrona Sebastiana M., reprezentowana przez adwokat Katarzynę Hebdę, złożyła kolejne wnioski dowodowe. Domagała się m.in. przekazania materiałów źródłowych, na podstawie których biegły przygotował opinię, oraz zadała kilkadziesiąt pytań, na które – jej zdaniem – ekspert powinien odpowiedzieć. Pełnomocnik rodzin ofiar, adwokat Łukasz Kowalski, ocenił działania obrony jako element obstrukcji procesowej.
Sędzia Renata Folkman, ze względu na nowe wnioski dowodowe i pytania skierowane do biegłego, skreśliła z wokandy najbliższy termin rozprawy zaplanowany na czerwiec. Kolejne posiedzenie wyznaczono na 28 lipca.
Do wypadku doszło 16 września 2023 roku na wysokości wsi Sierosław. BMW prowadzone przez Sebastiana M. zderzyło się z Kią, która uderzyła w bariery energochłonne i stanęła w płomieniach. Zginęli rodzice i ich pięcioletni syn. Oskarżonemu grozi do ośmiu lat więzienia. Od sprowadzenia do Polski przebywa w areszcie.

