Śmierć prof. Marcina Kozakiewicza poruszyła środowisko medyczne w całej Polsce. Informacja o jego odejściu pojawiła się w piątek 29 maja rano. Profesor zmarł w szpitalu, do którego trafił po dramatycznym wypadku na autostradzie A1, w którym uczestniczyli lekarze wracający z kongresu stomatologicznego. Marcin Kozakiewicz był jednym z najbardziej cenionych specjalistów w dziedzinie chirurgii szczękowo-twarzowej, a jego nagła śmierć pozostawiła poczucie straty zarówno wśród współpracowników, jak i pacjentów.
Marcin Kozakiewicz – dobry lekarz i człowiek
Profesor Marcin Kozakiewicz pełnił funkcję kierownika kliniki chirurgii szczękowo-twarzowej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Był chirurgiem, naukowcem i nauczycielem akademickim, który przez lata współtworzył rozwój polskiej chirurgii szczękowo-twarzowej. W środowisku medycznym uchodził za specjalistę o ogromnym doświadczeniu klinicznym i dorobku naukowym.
Pełnił również funkcję członka założyciela Polskiego Stowarzyszenia Implantologicznego. Współpracownicy podkreślali jego zaangażowanie w kształcenie młodych lekarzy oraz wprowadzanie nowoczesnych metod leczenia.
Tragiczny wypadek na autostradzie A1
Do tragicznego wypadku doszło w nocy z 23 na 24 maja na odcinku autostrady A1 między węzłami Tuszyn i Łódź-Południe. Lekarze wracali z kongresu stomatologicznego organizowanego w Trójmieście. Samochód, którym podróżowali lekarze, został uderzony czołowo przez pojazd jadący pod prąd.
Auto sprawcy miało czeskie tablice rejestracyjne. W wypadku na miejscu zginął 69-letni obywatel Czech, kierujący pojazdem jadącym w niewłaściwym kierunku.
W samochodzie znajdowało się troje przedstawicieli łódzkiego środowiska medycznego: prof. Marcin Kozakiewicz, dr Izabela Gabryelczak i dr Tomasz Wach. Wszyscy zostali przewiezieni do szpitali w Łodzi z poważnymi obrażeniami.
Znaczenie pracy profesora dla polskiej medycyny
Dorobek naukowy Marcina Kozakiewicza obejmuje liczne publikacje, udział w projektach badawczych oraz wdrażanie nowoczesnych metod leczenia w chirurgii szczękowo-twarzowej. Jako kierownik kliniki odpowiadał za rozwój zespołu, szkolenie lekarzy i prowadzenie działalności dydaktycznej.
W środowisku akademickim był postrzegany jako mentor i autorytet. Współpracownicy podkreślali jego umiejętność łączenia pracy klinicznej z działalnością naukową oraz otwartość na współpracę między ośrodkami. Środowisko medyczne podkreśla, że jego śmierć pozostawia pustkę, której trudno będzie wypełnić.
