Fałszywy ksiądz Marek N., oskarżony o 30 poważnych przestępstw, w tym znęcanie się nad podopiecznymi i doprowadzenie do śmierci 12 osób, wyszedł na wolność. Fałszywy ksiądz opuścił areszt po decyzji Sądu Apelacyjnego w Łodzi. Sprawa budzi ogromne emocje, bo dotyczy człowieka, którego działalność od lat określano jako jeden z najbardziej wstrząsających procederów w polskiej opiece nad osobami starszymi i schorowanymi.
Decyzja sądu i zażalenie prokuratury
Sąd Apelacyjny w Łodzi 25 marca 2026 roku uchylił tymczasowy areszt wobec Marka N. i zastosował wobec niego środki wolnościowe: dozór policji oraz zakaz opuszczania kraju. Prokuratura Okręgowa w Łodzi nie zgodziła się z tą decyzją i skierowała zażalenie, wskazując na wysokie ryzyko ucieczki oraz możliwość wpływania na świadków.
Oskarżonemu zarzucono aż 30 przestępstw, w tym spowodowanie śmierci 12 osób oraz uszczerbek zdrowotny u 65 kolejnych. Grożą mu kary do 12 lat pozbawienia wolności, co rodzi realną obawę ucieczki
relacjonuje Paweł Jasiak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.
Prokuratura podkreśla również, że Marek N. w czasie pobytu w areszcie i tak odbywał inne kary pozbawienia wolności, dlatego nie można mówić o nadmiernej długości izolacji. Śledczy zwracają uwagę na próby otwierania przez niego kolejnych ośrodków za granicą, m.in. w Niemczech i Wielkiej Brytanii, co ich zdaniem potwierdza gotowość do wyjazdu.
Kim jest Marek N.? Wieloletnia działalność podszywania się pod duchownego
Historia Marka N. to ponad dwie dekady kontrowersji, oskarżeń i dramatów ludzi, którzy trafiali do prowadzonych przez niego placówek. Mężczyzna przedstawiał się jako duchowny Kościoła Starokatolickiego w RP, choć nie miał prawa pełnić funkcji księdza. Wcześniej współpracował z Kościołem katolickim, jednak po licznych skandalach przeniósł się do niewielkiej wspólnoty starokatolickiej.
W ośrodkach, które prowadził od lat 90., regularnie dochodziło do nieprawidłowości. Media określały je mianem „domów horroru”. W wielu miejscach pojawiały się sygnały o przemocy, zaniedbaniach, wyłudzeniach i skandalicznych warunkach życia.
W 2004 roku była współpracownica Marka N. opowiadała w programie telewizyjnym o przypadkach skrajnego okrucieństwa wobec chorych. W kolejnych latach mężczyzna wielokrotnie stawał przed sądem, m.in. za przywłaszczenia, wyłudzenia i prowadzenie placówek bez zezwoleń.
Zgierz: miejsce, w którym dramat wyszedł na jaw
Najgłośniejsza sprawa związana z Markiem N. wybuchła w 2016 roku w Domu Schronienia w Zgierzu. W ciągu 3 dni zmarło tam 5 pensjonariuszy. Kontrola urzędników ujawniła dramatyczne warunki: odwodnienie, niedożywienie, brak leków, brud, wszy i niezmieniane pieluchy.
Pacjenci przebywali w niehumanitarnych warunkach. Byli wyziębieni, odwodnieni i niedożywieni. Nie mieli zapewnionej należytej opieki medycznej
mówiła Edyta Wcisło, ówczesna rzecznik Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi.
Rodziny podopiecznych alarmowały, że pensjonariusze nie otrzymywali leków, a personel przedstawiał się jako lekarze lub opiekunowie medyczni, choć nie mieli do tego uprawnień. – Myśleliśmy, że opieka fundacji prowadzonej przez księdza jest najlepszym wyjściem. Teraz wiemy, jak bardzo się myliliśmy – mówiła jedna z bliskich pensjonariusza.
Po ujawnieniu skandalu ośrodek został zamknięty, a prokuratura wszczęła śledztwo dotyczące nieumyślnego spowodowania śmierci oraz narażenia blisko 90 osób na utratę życia i zdrowia.
Mechanizmy wyłudzeń i finansowe tło działalności
W toku śledztw prowadzonych w różnych częściach kraju ujawniano kolejne schematy działania Marka N. i jego współpracowników. Najczęściej przyjmowano osoby starsze, schorowane, często samotne. Pobyt kosztował od 1200 do 1500 zł miesięcznie, a wielu pensjonariuszy przekazywało swoje renty i emerytury na konto fundacji.
Z naszych informacji wynika, że PZU wypłaciło za śmierć jednego z pensjonariuszy 50 tysięcy złotych. Później ubezpieczyciel odmawiał wypłat
mówił prokurator Artur Orłowski z Prokuratury Rejonowej w Wołominie.
Śledczy badali również próby brania kredytów na osoby w podeszłym wieku oraz ukrywanie środków przed komornikiem. W wielu przypadkach brakowało dokumentacji, a ośrodki działały bez zezwoleń i bez zatrudnionego personelu medycznego.
Kościół Starokatolicki w RP a fałszywy ksiądz
Kościół Starokatolicki w RP, z którym Marek N. był związany, to niewielka wspólnota religijna. W przeszłości jej założyciel, biskup Wojciech K., został skazany za przestępstwa seksualne wobec nieletnich. W 2012 i 2014 roku media informowały, że ten kościół miał świadomość kontrowersji wokół Marka N., jednak przez lata pozwalał mu działać. W 2016 roku ówczesny arcybiskup łódzki Marek Jędraszewski publicznie ostrzegał wiernych przed działalnością starokatolickich duchownych w regionie.
W czasie jednego z procesów jakie osadzony w areszcie śledczym fałszywy ksiądz wytaczał dziennikarzom, biskup kościoła starokatolickiego w Polsce, stanowczo odżegnał się od osoby Marka N. i jego działalności. Potwierdził wówczas, że fałszywy ksiądz nigdy nie ukończył jakiegokolwiek seminarium duchownego. Z resztą nie mógł tego zrobić, bo nie miał choćby średniego wykształcenia.
Sąd Apelacyjny w Łodzi uznał, że dalsze stosowanie aresztu nie jest konieczne. Wskazał, że dozór policji i zakaz opuszczania kraju wystarczą do zabezpieczenia postępowania. Prokuratura uważa jednak, że przy tak poważnych zarzutach i liczbie świadków ryzyko matactwa jest realne. Termin rozpoznania zażalenia nie jest jeszcze znany.
Proces Marka N. to jedno z największych i najbardziej złożonych postępowań dotyczących nadużyć w prywatnych placówkach opiekuńczych w Polsce. Przed sądem ma jeszcze zeznawać ponad 100 świadków i pokrzywdzonych. Prokuratura zapowiada, że będzie dążyć do przywrócenia aresztu.


